[2016] Wpadły mi w oko...
Re: [2016] Wpadły mi w oko...
Lamiko - sprostuję - gniazd jest ok. 100, ale nie wszystkie były zasiedlone. Liczbę ptaków oszacowałem na cn. 80, ale rzeczywista wartość może być inna, jeśli część z nich była poza domem. 
Re: [2016] Wpadły mi w oko...
Fajne czaple,musiały być blisko.Zobaczymy ile ja jutro znajdę,bo szykuje się jutro wielka rowerowa wyprawa 
24 III 2016 - Stawy Przemkowskie
Korzystając z kolejnego wyjazdu służbowego udałem się "po wszystkim" na Stawy Przemkowskie słynące z wąsatek.
Stawy te to jeden z największych tego typu kompleksów w IV RP
, w większości niedostępny do zwiedzania (rezerwat).
Już na początku przywitała mnie para błotniaków stawowych, za którymi trochę się przez zimę stęskniłem.
Para ta towarzyszyła mi praktycznie przez cały wyjazd.
"Wyjście z progu"

(szkoda, że kiepskie światło i brak ostrości)
Oficjalny komitet powitalny stanowiła para łabędzi niemych:

i czaple białe, które jednak do bliższej znajomości ze mną nie wykazały ciągot:

Na stawach tymczasem trwała nauka chodzenia po wodzie:

oraz ćwiczenie "luz blues":

Lekcji śpiewu udzielały z kolei czarnogłówki:

przede wszystkim jednak świstuny, które godowo do siebie świszczały (a były ich setki):

Moje marzenie o jerze (rozbudzane każdą relacją Krakersa) spowodowało, że początkowo zjerzyłem ziębę:

odjerzając ją dopiero po zobaczeniu zdjęcia.
Mnóstwo śpiewających potrzosów, potrzeszczy, perkozy dwuczube, zimorodek, krakwy, nurogęsi, żurawie, gęgawy, siwulka, czajki, myszołowy, pliszki siwe, a nawet bocian biały na gnieździe czy świergotek łąkowy nie wymagały jakichkolwiek podchodów, w przeciwieństwie do wąsatek. Wąsacia kraina, a tu ani widu, ani słychu. Nawet słonecznik z karmników niewyjedzony.
Przechodząc obok drzewa rosnącego na brzegu stawu, tuż przy trzcinowisku, pomyślałem sobie - a co tam, na pochyłe i koza wejdzie. Pierwsze drzewo okazało się wyrastać z wody, więc - nie chcąc zmoczyć stópek - wlazłem na drugie drzewo. Wokoło świstunów setki, miłe decybele ich świstów, wąsatek - brak. Dopiero wabienie odgłosami puszczanymi z komórki spowodowały, że trzcina się zatrzęsła i jeden wąsatek wychylił się zobaczyć, co to za goście suną w dom. Trwało to tak krótką chwilę, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Samiec schował się w trzcinach, ale za to tak go podnieciły śpiewy z komórki, że brzęczał jeszcze długo po moim zejściu z drzewa.
W innym miejscu udało się wywabić dwie pary wąsatek, przy czym rewelacyjne zdjęcie ukazuje w pełnej krasie trzcinowisko
i kawałek wąsatki:

Za tydzień OTOP organizuje wyprawę na Stawy; jeśli zdrowie dopisze, to zrobię drugie podejście do wąsatek.
Stawy te to jeden z największych tego typu kompleksów w IV RP
Już na początku przywitała mnie para błotniaków stawowych, za którymi trochę się przez zimę stęskniłem.
Para ta towarzyszyła mi praktycznie przez cały wyjazd.
"Wyjście z progu"
(szkoda, że kiepskie światło i brak ostrości)
Oficjalny komitet powitalny stanowiła para łabędzi niemych:
i czaple białe, które jednak do bliższej znajomości ze mną nie wykazały ciągot:
Na stawach tymczasem trwała nauka chodzenia po wodzie:
oraz ćwiczenie "luz blues":
Lekcji śpiewu udzielały z kolei czarnogłówki:
przede wszystkim jednak świstuny, które godowo do siebie świszczały (a były ich setki):
Moje marzenie o jerze (rozbudzane każdą relacją Krakersa) spowodowało, że początkowo zjerzyłem ziębę:
odjerzając ją dopiero po zobaczeniu zdjęcia.
Mnóstwo śpiewających potrzosów, potrzeszczy, perkozy dwuczube, zimorodek, krakwy, nurogęsi, żurawie, gęgawy, siwulka, czajki, myszołowy, pliszki siwe, a nawet bocian biały na gnieździe czy świergotek łąkowy nie wymagały jakichkolwiek podchodów, w przeciwieństwie do wąsatek. Wąsacia kraina, a tu ani widu, ani słychu. Nawet słonecznik z karmników niewyjedzony.
Przechodząc obok drzewa rosnącego na brzegu stawu, tuż przy trzcinowisku, pomyślałem sobie - a co tam, na pochyłe i koza wejdzie. Pierwsze drzewo okazało się wyrastać z wody, więc - nie chcąc zmoczyć stópek - wlazłem na drugie drzewo. Wokoło świstunów setki, miłe decybele ich świstów, wąsatek - brak. Dopiero wabienie odgłosami puszczanymi z komórki spowodowały, że trzcina się zatrzęsła i jeden wąsatek wychylił się zobaczyć, co to za goście suną w dom. Trwało to tak krótką chwilę, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Samiec schował się w trzcinach, ale za to tak go podnieciły śpiewy z komórki, że brzęczał jeszcze długo po moim zejściu z drzewa.
W innym miejscu udało się wywabić dwie pary wąsatek, przy czym rewelacyjne zdjęcie ukazuje w pełnej krasie trzcinowisko
Za tydzień OTOP organizuje wyprawę na Stawy; jeśli zdrowie dopisze, to zrobię drugie podejście do wąsatek.
- lubonianka
- Posty: 1790
- Rejestracja: niedziela, 14 czerwca 2015, 15:54
Re: [2016] Wpadły mi w oko...
Ponieważ kilka dni nie wchodziłam, nadrabiam zaległości
Apollo, czaple z frędzelkami jak malowane
Nie widziałam nigdy takich długich piór! Cudne modelki no i fotograf też kawał dobrej roboty zrobił 
Teraz komentarz ostatniej wyprawy: gratulacje wąsatek!
Ja też się zaczaję na nie, ale na swoich terenach
i obym nie musiała wchodzić na drzewo
Czaple białe w locie robią wrażenie
ale widok tylu świstunów zapewne był ciekawszy
wycieczka wygląda na udaną, choć może lekko nie miałeś, a na fotki wąsatek czekam z niecierpliwością 
Teraz komentarz ostatniej wyprawy: gratulacje wąsatek!
Czaple białe w locie robią wrażenie
Re: [2016] Wpadły mi w oko...
Lami - żałuję niesamowicie tego pierwszego zdjęcia, ale to nie pierwsze, które w swoim życiu zepsułem. Z kolei wąsatki okazały się ulotne niczym chwila :-/.
Dlatego potrzebny kolejny wyjazd
.
Alu - oddycham widokami ptaków
.
Dlatego potrzebny kolejny wyjazd
Alu - oddycham widokami ptaków
Re: [2016] Wpadły mi w oko...
Apollo
Zazdroszczę
Tych zepsutych ujęć też,bo oczami doskonale wypatrzyłeś

