Tych pełzaczy to ja chyba nigdy nie sfotografuję wyraźnie...

Kolejny dzień liczenia wodno-błotnych spędziłem nad Widawą, podobnie jak rok temu. I podobnie jak
rok temu była lipa, tyle że w tym roku większa.

Spotkałem kilka krzyżówek i jedynego jegomościa w czarnym fraku:

co to na mój widok zareagował w tradycyjny sposób:

Na szczęście w pewnym miejscu zrobiło się bardziej kolorowo (gilowo i czeczotkowo):


Z krzaczków wychynął nawet dzięciołek:
